Chociaż niedawne przesunięcie dat premier filmów MCU zostało przypisane niedawnym strajkom w Hollywood, daje to także Marvel Studios czas na zwolnienie tempa, przemyślenie swojej przyszłości i – co być może najważniejsze – danie widzom wytchnienia. Zapowiedzi „The Marvels” trafiające do kin tego samego dnia, w którym finał sezonu „Loki” pojawił się na Disney+, pokazują, jak nieprzerwany jest zalew „treści” (słowo użyte 28 razy w najnowszym wezwaniu Disneya do zarobków). Dyrektor generalny Bob Iger uważa, że ​​zalew seriali Marvela w Disney+ „osłabił” markę, a plan na przyszłość zakłada „wycofanie się” i spowolnienie produkcji filmów i programów telewizyjnych.

Z pewnością pomogło w tym sześciomiesięczne wstrzymanie produkcji w całej branży spowodowane powolną reakcją AMPTP na strajki. Obecnie w przyszłym roku Marvel Studios ma mieć premierę tylko jeden film („Deadpool 3” 26 lipca 2024 r.), w porównaniu z trzema filmami w tym roku. Jedynym innym filmem, który już jest w puszce, jest „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat”, do którego podobno w przyszłym roku pojawią się powtórki. Zdjęcia do „Thunderbolts” i „Blade”, których premiera planowana jest obecnie na 2025 rok, jeszcze się nie rozpoczęły.

Rozdzielanie nowych wydań może wystarczyć, aby przywrócić MCU na właściwe tory, po prostu sprawiając, że filmy będą bardziej przypominać wydarzenia, którymi były kiedyś. W końcu trudno ekscytować się powrotem Nicka Fury’ego z Samuela L. Jacksona w „The Marvels”, kiedy Tylko Widziałem go walczącego z kosmitami w „Tajnej inwazji”. Byłoby też miło, gdyby każdy film nie był (jak to ujęła reżyserka „The Marvels” Nia DaCosta) „kontynuacją pięciu różnych rzeczy”.

Źródło

Previous articleAnaliza: Jak długo Nasrallah Hezbollahu będzie się powstrzymywał przed Izraelem?
Next articleWeteran Eagles w dwóch słowach zareagował na dopuszczenie Joshuy Dobbsa do handlu

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here